Dan obudził się w jakimś wielkim pomieszczeniu. Wyglądało na to, że to sala szpitalna. Przed nim siedział jakiś mężczyzna.
-No. Nareszcie. Pewnie się zastanawiasz gdzie jesteś. Otóż zabiłeś pierwowzora do klonów, a inne mają mechanizm antyklonowania. Jednak ty byłeś pierwszy. Nie masz go. Więc jak się pewnie domyślasz teraz to ty jesteś pierwowzorem.
Po tych słowach mężczyzna wyszedł. Dan nie mógł tu zostać. Ale jak się uwolnić?
Był przywiązany do krzesła. Nagle usłyszał strzały. Wiele strzałów. Nagle ucichły, a przez drzwi wszedł mężczyzna z blasterem.
-Chcesz się wydostać?
-To pytanie retoryczne?
-No jasne-odparł mężczyzna, po czym rozwiązał Dana.
Wyszli przez drzwi i Dan zobaczył masę trupów.
-To twoja robota?
-A jakżeby inaczej.
Dan zrozumiał, że ma do czynienia z zabójcą. I to nie byle jakim-rządowym!
-Pracujesz dla prezydenta i podobnych?
-Rozpoznałeś mnie?
-Tylko taki ktoś potrafi zabić tyle osób bez ani jednej rany?
Wyszli na zewnątrz i Dan zobaczył duże auto.
-To jak. Wsiadamy-powiedział mężczyzna.
Wsiedli. Wcześniej Dan nie miał okazji chociażby popatrzeć na wybawcę. Teraz to zrobił. Miał hawajską koszulę, krótki spodenki, ciemne okulary i czapkę z daszkiem.
-Mów mi Caster-powiedział wybawca.
-A ja to ...
-Dan. Wiem.
-Oh.
Teraz Dan rozglądał się po samochodzie. Czyste, zadbane auto. Przed szybą tancerka hula na sprężynie, z tyłu hawajska gitara, a na lusterku duże, pluszowe kości.
-Czemu mnie uratowałeś?
-Minister obrony chce się z tobą widzieć.
C.D.N.
Ciekawe. Nawet bardzo. Znalazłem tylko jedną literówkę i błąd:
OdpowiedzUsuńnie ma takiego słowa jak "pierwowzora".